Najwyżej położona nie-stolica i jezioro żeglowne na ziemi

 

La Paz znaczy pokój

La Paz liczące ponad 2 mln mieszkańców jest fantastycznie położone wśród ośnieżonych wierzchołków Kordyliery Królewskiej w Środkowych Andach na wysokości od 3600 do 4100 m n.p.m. Niektórzy twierdzą nawet, że piękniej położonego miasta nie widzieli. Symbolem La Paz jest szczyt Ilimani, który liczy 6460 m n.p.m.

Miasto założył kapitan Mendoza w 1548 roku, aby umożliwić odpoczynek podróżującym hiszpańskim srebrnym szlakiem między Potosi a Cuzco. Osada początkowo nazywała się Ciudad de Nuestra Señora de la Paz - Miasto Matki Bożej Pokoju. Zdaje się jednak, że Boliwijczycy nie są zbyt pokojowi, ponieważ od chwili uzyskania niepodległości od Hiszpanii 6 sierpnia 1825 roku zorganizowali już ponad 190 rewolucji i zamachów stanu.

Do La Paz dotarliśmy rano rozklekotanym autobusem nocnym z Uyuni, jadącym dziurawymi drogami bez asfaltu. Nieświadomi niebezpieczeństw próbowaliśmy spać, przykrywszy się kocami po uszy. Na szczęście było ciemno i nie widzieliśmy przepaści, obok których zgrabnie przemykał nasz wehikuł.

 

 

Zła sława

Autobus wiózł nas do miasta, którego zła sława, szczególnie części El Alto, niesie się przez świat po kablach szerokopasmowego internetu lub podawana z ust do ust. Kradzieże i rozboje nie należą tu do rzadkości, co nie zachęca do swobodnego zwiedzania z kamerą, czy aparatem w ręku. Lepiej nie afiszować się z nimi i zachować wszelkie środki ostrożności, mieć oczy dookoła głowy, a jak się okazało, i to nam niewiele pomogło. Dziś jesteśmy pewni, że okradli nas funkcjonariusze policji, na głównym dworcu autobusowym. Zajęliśmy ławkę pod czymś w rodzaju komisariatu, z wielką szybą, a właściwie lustrem weneckim, niepozwalającym zajrzeć do środka pomieszczenia. Za to my byliśmy tak dobrze widoczni, że wystarczył dosłownie moment skupienia uwagi na jednym z pakunków, aby zniknął najważniejszy element naszego bagażu – plecak ze sprzętem fotograficznym, paszportami, pieniędzmi i kartami kredytowymi.    Zatem zdjęć z wyprawy do Ameryki Południowej  mamy o wiele mniej niż zwykle.

Nawet nie licząc tego przykrego incydentu, podróżując po Boliwii nie mięliśmy komfortu psychicznego, gdyż jest to kraj ludzi zamkniętych, nierzadko wręcz wrogo nastawionych do przybyszów. Cały czas towarzyszyło nam wrażenie, że jesteśmy obserwowani, że musimy mieć się na baczności, by nie dać się oszukać lub okraść. Wielka szkoda, bo to jeden z najpiękniejszych krajów na świecie, który z powodzeniem mógłby żyć z turystyki.

 

Budynek pałacu prezydenckiego z wieżą zegarową w La Paz

 

Kiedyś wydawało mi się, że stolicą Boliwii jest La Paz, ale nie - konstytucyjną stolicą Boliwii jest Sucre. Jednak to w La Paz mieści się siedziba rządu, parlamentu i prezydenta. Brakuje tylko polskiej ambasady! Za to jest konsulat, zupełnie bezużyteczny, gdyż pod nieobecność konsula zastaliśmy w nim jedynie sekretarkę, niemówiącą po polsku, ani po angielsku. Tylko Espaniol. Tak więc po pomoc zwróciliśmy się do ambasady holenderskiej, bo czemu nie. Poland – Holand, co za różnica. Obcokrajowcy z zamorskich krajów nie są w stanie wychwycić różnicy i zawsze usłyszawszy Poland mówią „aa... Holand”,  dumni, że wiedzą gdzie to jest. Tak więc otrzymaliśmy dokumenty uprawniające do przekroczenia granicy boliwijsko-peruwiańskiej. Mało tego, gdyby nie niedźwiedzia przysługa naszej ambasady w Limie, moglibyśmy na podstawie tych dokumentów wrócić do Polski - ale nie, bo niby czemu nie zarobić dodatkowych dolarków na rodakach w potrzebie? Gdyby lot powrotny, zamiast z Limy, był z Rio de Janeiro, to mimo braku pieniędzy, musielibyśmy wykupić jeszcze jeden przelot do skądinąd przepięknego Rio.

W ambasadzie w Limie przyjęła nas pani ambasador w zielonym swetrze, według standardów peruwiańskich. Może chociaż z naszych opłat uzbierała na nowy sweterek? Dziś się z tego śmiejemy, lecz wówczas wcale nie było nam do śmiechu.

Myśleliśmy naiwnie, że chociaż część kosztów zwróci nam ubezpieczyciel, gdyż byliśmy ubezpieczeni i nasz bagaż również. Ale UWAGA! Czytajcie szczegółowe warunki ubezpieczenia, ponieważ wszystkie, które przeczytałam do tej pory przewidują zwrot kosztów tylko w przypadkach:

  • udokumentowanego rabunku, czyli niezbędne jest, żeby przystawili ci pistolet do skroni,
  • udokumentowanej kradzieży z włamaniem w miejscu zakwaterowania, z zamkniętego bagażnika lub luków bagażowych w pojeździe samochodowym,
  • wypadku środka transportu,
  • nieszczęśliwego wypadku lub nagłego zachorowania, w wyniku którego ubezpieczony stracił możliwość opieki nad bagażem podróżnym,
  • ognia i innych zdarzeń losowych: huraganu, powodzi, pioruna, wybuchu, deszczu nawalnego, lawiny, trzęsienia ziemi, upadku pojazdu powietrznego oraz wydostania się wody z urządzeń wodno-kanalizacyjnych.

W każdym razie, efekt jest taki, że nie ubezpieczam już bagażu, bo prawdopodobieństwo zajścia jednego z 5 ww. zdarzeń oceniam jako bardzo małe.

Piszę o tym, nie żeby kogoś straszyć i zniechęcać, lecz raczej abyście, będąc świadomymi potencjalnych zagrożeń, mogli lepiej przygotować się do podróży do Boliwii.

 

Jedna z uliczek z kolorowymi domami i kramami

 

Magia i kosmos

Mercado de las Brujas (Rynek Czarownic) to niezwykły targ (znajduje się wzdłuż Calles Jiménez) - prawdziwa skarbnica czarnoksiężnika, mieszanka magii i lokalnych wierzeń. Oprócz ziół znaleźć można tu bardzo niekonwencjonalne składniki cudownych mikstur takie, jak suszone dzioby tukanów, chroniące przed złym humorem. Osoby zamierzające zbudować nowy dom, powinny zaopatrzyć się w płód lamy, aby następnie zakopać go pod kamieniem węgielnym. Taka ofiara dla Pachamamy (Matki Ziemi) zapewnia rodzinie szczęście i powodzenie.

Już 10 km od centrum leży „nieziemska” Valle de la Luna (Dolina Księżycowa). Przechadzka labiryntem korytarzy wśród zwietrzałych formacji skalnych o najróżniejszych kształtach była dla nas jednym z najprzyjemniejszych punktów w podróży po Boliwii, zwłaszcza, że zwiedzających było niewielu.

 

Co się kryje pod ładnie brzmiącą nazwą „soroche”?

4 kilometry nad poziomem morza daje się we znaki wszystkim. Nawet naszą koleżankę, która żyje w La Paz już ponad 20 lat choroba wysokościowa „soroche” dopada za każdym razem, gdy wraca tu z Polski. Nic przyjemnego. Pokonanie 5 schodków w hotelu było porównywalne z wejściem na 4 piętro. Ból rozłupywał głowę i uwierzcie, że bystrość umysłu w tych warunkach praktycznie zanika (ku radości złodziei). Pojawiają się nudności, przyspieszony i spłycony oddech oraz bezsenność. Chodzenie po stromych uliczkach przyprawia o zawrót głowy i brak tchu, więc lepiej układając program zwiedzania wziąć pod uwagę i tę okoliczność.

 

Targ w Copacabana

 

Znów Copacabana?

Lżejsi o jeden plecak, po złożeniu zeznań na policji, z dokumentem z ambasady holenderskiej w garści opuściliśmy La Paz i udaliśmy się do Copacabany. Bynajmniej nie mam tu na myśli słynnej plaży w Rio de Janeiro, tylko małe miasteczko leżące także nad wielką wodą, nie Oceanu Atlantyckiego, lecz jeziora Titicaca, tuż przy granicy Boliwii z Peru. Miejscowość ma ponad 3 tysiące lat historii. Jej nazwa i zachwyty turystów podbiły nasze oczekiwania co do Copacabany. Rzeczywistość okazała się skrzecząca i nawet nie pomogła wycieczka na Wyspę Słońca (Isla del Sol). Może potrzebowaliśmy więcej czasu, by otrząsnąć się po stratach, może nie dopisała pogoda, a może rzeczywiście nie było się czym zachwycać?

Za to sam przejazd i przeprawa łodzią przez najwyżej położone jezioro żeglowne na świecie (na wysokości 3812 m n. p. m.) obfitowało w niezapomniane widoki uwiecznione na filmie.

 

Łódź na jeziorze Titicaca

 

Titicaca jest największym jeziorem wysokogórskim ziemi. Wpływa do niego co najmniej 25 rzek. Tereny wokół jeziora Titicaca już na początku naszej ery były zamieszkałe przez lud Ajmarów, który w wiekach II-V stworzył na tym obszarze wysoko rozwiniętą cywilizację. Niestety w XIV wieku Ajmarowie zostali podbici przez Inków, a w okresie konkwisty hiszpańskiej częściowo wyniszczeni. Obecnie w Boliwii żyje 2,2 mln, a w Peru 300 tys. osób należących do ludu Ajmarów, a język ajmara, obok hiszpańskiego i keczua, należy do języków urzędowych w Boliwii.

Na Wyspę Słońca, w pobliżu której z wód wyłonił się bóg Viracocha, płynie się ok. 2 godzin prywatną łodzią lub promem kursującym kilka razy na dzień. Bóg Viracocha stworzył Słońce i Księżyc (z tej okazji sąsiadujące wyspy otrzymały nazwy: Isla del Sol i Isla de la Luna), a następnie ród ludzki i pierwszych Inków. To święte miejsce dla Indian z Boliwii i Peru obecnie zamieszkuje około dwutysięczna społeczność.

 

Wejście po schodach na Wyspie Słońca

 

W jakiś cudowny sposób mieszkańcy Boliwii i ludów zamieszkujących okolice jeziora Titicaca łączą te wierzenia z wiarą katolicką, uznając za swą patronkę Matkę Boską - opiekunkę jeziora. Jej cudowna  figurka jest przechowywana w sanktuarium Matki Boskiej z Jeziora, z którego słynie Copacabana. W 1925 roku tutejszy wizerunek Czarnej Madonny został uznany przez Watykan za przedmiot kultu. Jest to miejsce pielgrzymek i bardzo ciekawego zwyczaju święcenia wszelakich pojazdów nie tylko wodą święconą, ale też ... piwem lub winem musującym przy akompaniamencie modlitw całych rodzin właścicieli. Jeśli to tylko ma im pomóc w bezpiecznym pokonywaniu boliwijskich dróg i bezdroży, to super – sami zobaczcie ten osobliwy rytuał na filmie.

 

Stoisko z rękodziełem w Copacabanie

 

Ich wysokości La Paz i Titicaca

04 listopada 2018
Największe atrakcje Birmy

Filmy z plecaka

Blog podróżniczy. Filmy, zdjęcia,

informacje z 5 kontynentów.

Witaj, jestem  Violetta. 

Razem z mężem Darkiem

odwiedziliśmy  ponad 50 krajów.

Ja robię filmy, Darek zdjęcia

Szukasz pomysłu na podróż?

Tu znajdziesz inspirację.

   

Kliknij, jeśli  podoba Ci się blog  

Udostępnij znajomym

Ośnieżony wierzchołek góry Illimani
12 listopada 2018
Cuzco w Peru Pępek świata - tak Inkowie nazywali Cuzco, stolicę swojego Imperium. Miasto było potężne i zamożne jak Rzym,
04 listopada 2018
Najwyżej położona nie-stolica i jezioro żeglowne na ziemi La Paz znaczy pokój La Paz liczące ponad 2 mln mieszkańców jest
25 października 2018
Rio de Janeiro i Parati w Brazylii Rio de Janeiro zostawiło nas na wdechu. W ogóle Brazylia okazała się pełnym
20 października 2018
Okolice Szanghaju, Chiny 2014 Są w świecie miejsca magiczne. Według mnie jednym z nich jest Xitang (西塘古镇), miasto, w którym

Najnowsze artykuły: 

Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii? Daj znać, jakie są Twoje wrażenia. Czekam na Twój  komentarz.

Chętnie odpowiem na Twoje pytania.  Pozdrawiam   ! 

Dwóch patrzy przez okno na tarasy

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Zdjęcia, filmy i teksty są naszą własnością. Kopiowanie i wykorzystywanie bez pisemnej zgody twórców jest zabronione.